Trzecia wojna ziemniaczana - tak media zajmujące się branżą rolną określają obecna sytuację na rynku ziemniaków w Polsce. Szacuje się, że około milion ton ziemniaków zalega w magazynach, a producenci nie są w stanie ich sprzedać.
Ziemniaków jest za dużo, rolnicy proszą o pomoc
Kryzys to efekt bardzo dużych zbiorów w poprzednim roku. Na dodatek klęska urodzaju wystąpiła w całej Europie, co utrudnia sprzedaż nadwyżek na eksport. W niektórych krajach ceny spadły nawet poniżej zera: producent płaci za odbiór towaru, bo koszt magazynowania przekracza jakikolwiek przychód ze sprzedaży. Podobna sytuacja ujemnych cen zdarzyła się ostatnio na rynku ropy podczas pandemii.
Czy rząd powinien interweniować? Czy w ogóle produkcję rolną można zostawić zwykłej grze popytu i podaży? Z jednej strony działają na nim mechanizmy charakterystyczne dla pozostałych rynków surowców, z małą elastycznością podaży na czele. Popyt może zmieniać się bardzo szybko, ale podaż kształtuje się w ciągu długiego cyklu produkcji rolnej i nie jest w stanie się łatwo dostosować. Ale skoro inne branże surowcowe są w stanie sobie poradzić, m.in. stosując zabezpieczenia odbioru i ceny (np. przez kontrakty terminowe), to i rolnicy mogliby spróbować.
Z drugiej strony w produkcji rolnej bardzo dużą rolę odgrywają czynniki, na które nikt nie ma wpływu, jak na przykład pogoda. A żywność nie jest pierwszym lepszym towarem, tylko artykułem bezpieczeństwa egzystencjalnego. Porzucenie rolnictwa na pastwę wolnego rynku byłoby z tej perspektywy bardzo ryzykowne.
Rząd nie kontroluje deficytu fiskalnego
Deficyt finansów publicznych Polski wyniósł 7,3 proc. PKB – tak wynika z danych Eurostatu, które plasują nas na podium w Europie, tuż za Rumunią. W przyszłym roku, przy prognozowanym deficycie 6,8 proc., możemy zostać liderem tego niechlubnego rankingu. Ale czy to powód do zmartwień?
Ekonomiści wiodą spór co do znaczenia deficytu i metod jego ograniczania. Szkoła klasyczna ostrzega: tak wysoki deficyt grozi kryzysem i zmusi do zaciskania pasa. Alternatywna interpretacja sugeruje, że deficyt odzwierciedla rosnącą skłonność sektora prywatnego do oszczędzania: zamożniejsi Polacy odkładają pieniądze, a rząd musi wydawać, żeby gospodarka się kręciła.
Pytanie, czy stać nas na wydatki na poziomie skandynawskich państw dobrobytu, przy utrzymywaniu niskich - na tle europejskim - obciążeń podatkowych. Wydatki przekroczyły już 50 proc. PKB, wyprzedzając Szwecję i Norwegię. Napędza je głównie wzrost wydatków socjalnych – z 14 do ponad 17 proc. PKB – oraz podwyżki w budżetówce. Wycofać się z tego będzie bardzo trudno.
Francja daje przykład, jak się zarabia na złocie
Bank Francji zrobił coś, co mogło zainspirować Narodowy Bank Polski do opracowania planu zrealizowania zysków na złocie bez utraty zasobów tego złota. Otóż francuski bank centralny przeniósł część rezerw złota ze Stanów Zjednoczonych do Europy i zarobił przy tym 11–13 miliardów euro na różnicy w wycenie starych i nowych sztabek. Oficjalnym powodem była wymiana starych zasobów na nowsze, z jednoczesną ich relokacją. Komentatorzy w zachodnich mediach próbują opisywać tę operację jako polityczny gest nieufności rządu w Paryżu wobec administracji Donalda Trumpa. Ale to może być nadinterpretacja.
Jednak francuska operacja może być przykładem, jak pozyskać zysk ze złota nie zmniejszając jego rezerw. NBP niemałą część złota też przechowuje w USA i Wielkiej Brytanii. W 2019 roku dokonał relokacji części kruszcu, ale zrobił to klasycznie, przewożąc sztabki do kraju. Plan finansowania tzw. polskiego Sejf 0 procent z zysków ze złota w wydaniu polskiego banku centralnego różni się też w innych punktach względem francuskiej operacji. Nieporównywalna jest skala: francuski zysk to około 0,5 proc. ich PKB. Planowany zysk NBP miał wynieść prawie 200 miliardów złotych – blisko 5 proc. polskiego PKB. Do tego Bank Francji działa w ramach Europejskiego Banku Centralnego i ma mniej swobody w transferach do budżetu niż nasz bank centralny.
Limity NFZ na badania obrazowe uderzają też w giełdę
Narodowy Fundusz Zdrowia od drugiego kwartału limituje badania obrazowe – i rynek natychmiast zaczął to wyceniać. Kursy spółek Diagnostyka i Voxel runęły odpowiednio o jedną czwartą i ponad 40 proc. od szczytowych notowań. Sytuacja w ochronie zdrowia będzie tematem numer jeden najbliższych tygodnia, w kolejkach do specjalistów czeka już blisko 800 tysięcy osób. W tle narasta dyskusja o zarobkach lekarzy, co może ułatwić rządowi rozgrywkę polityczną, ale grozi odpływem specjalistów z i tak przeciążonego systemu. I to jest pierwszy minus w tym tygodniu.
Drugi to historia firmy Zondacrypto, która finansowała Polski Komitet Olimpijski i polskie kluby sportowe, była jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży, a zniknęła z rynku w ciągu miesiąca. Firma działała na licencji estońskiej, poza zasięgiem polskiego nadzoru. Ale teraz coraz więcej zarzutów stawia się administracji państwowej, że nie zadziałała i w porę nie ostrzegła klientów przed inwetsowaniem za pośrednictwem tej giełdy. Pytanie, czy taka powinna być właśnie rola państwa, czy powinno utwierdzać ludzi w przekonaniu, że zawsze będzie w stanie odpowiednio nadzorować poszczególne segmenty rynku. Czy też raczej czas, by powiedzieć, że to inwestorzy ponoszą skutki ryzykownych podejmowanych przez siebie inwestycji.
Gospodarka obudziła się po zimie, a rynek uodpornił się na kryzys paliwowy
Polska gospodarka w marcu odreagowała po srogiej zimie. Produkcja przemysłowa wzrosła o ponad 9 proc. przy rynkowym konsensusie około 6 proc., sprzedaż detaliczna też pozytywnie zaskoczyła. Częściowo to efekty przejściowe – mroźna zima i panika zakupowa, związana z wojną na Bliskim Wschodzie, nakręciły wyniki. Ale trend jest dobry, a polska gospodarka pokazuje realną odporność na zewnętrzne wstrząsy.
Drugi plus to spokój na rynkach finansowych mimo poważnych zaburzeń w globalnych dostawach ropy. Dolar kosztuje 3,63 zł, niemal tyle co przed wojną, a warszawska giełda jest blisko rekordów. Skąd ta odporność? Są dwie hipotezy: rynek wierzy w szybki koniec wojen albo gospodarka po pandemii stała się znacznie bardziej elastyczna i potrafi amortyzować szoki surowcowe. Ta druga wydaje się bliższa prawdy.
